Profil użytkownika:
ateista
Mam to szczęście, że mój umysł jest wolny od religii. Chcę się dzielić tym szczęściem.
Ilość odwiedzin: 17235
Ulubione blogi:
Brak ulubionych
Blog użytkownika
Środa [28.10.2009, 7:52]
Dawno temu, w moich czasach studenckich, doświadczyłem cudu. Był to dzień szczególny, wigilia Bożego Narodzenia, ale jako urodzony ateusz i notoryczny niedowiarek nie poddawałem się świątecznemu nastrojowi. Wyszedłem właśnie z zatłoczonego tramwaju, a moje myśli krążyły wokół spraw błahych i przyziemnych. Włożyłem rękę do kieszeni kurtki, tam, gdzie powinien znajdować się mój portfel. Kieszeń była pusta.
Dopiero teraz, po latach, zaczynam rozumieć, że to cudowne zniknięcie było ważnym znakiem, błyskiem transcendencji, powiewem absolutu. Bo przecież z cudownie opróżnioną kieszenią byłem mniej narażony na podstępne pokusy materializmu i konsumpcjonizmu, a więc mogłem skuteczniej zadbać o własny rozwój duchowy. Nie doceniłem wówczas tego nadprzyrodzonego zjawiska i zamiast w dziękczynnej intencji udać się do najbliższej świątyni uznałem je - jakże niesłusznie! - za temat, który powinien zainteresować organy ścigania.
Dzisiaj jednak inaczej patrzę na to wydarzenie, po tym, gdy przed kilkoma dniami prokuratura z godnością odrzuciła skrajnie materialistyczny wniosek Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów o wszczęcie śledztwa w sprawie przemiany hostii w ciało, do jakiej doszło w skromnej parafii w Sokółce.
Prokuratura pokazała tym samym, że rozumie cudowny status sokólskiego przemienienia, jest otwarta na duchowy wymiar rzeczywistości i nie zamierza podejmować czynności śledczych wobec zjawisk o charakterze boskim, szanując wartości chrześcijańskie oraz uczucia osób wierzących. Niestety, takiego szacunku zabrakło racjonalistom, którzy butnie podważają decyzję prokuratury, kontynuują swoje jałowe dociekania i wysyłają awanturnicze oświadczenia do gazet. Piszą tak:
Naszym zdaniem, sam kawałek ludzkiego ciała znaleziony w miejscu publicznym jest dowodem popełnienia przestępstwa. Prokuratura publicznie przyznaje się, że nie zbadała tego dowodu, korzystała jedynie z dokumentacji udostępnionej przez komisję kościelną. W prawie nie znaleźliśmy uzasadnienia, które uprawniałoby Prokuraturę do przyjmowania wyjaśnień komisji stworzonej przez związek wyznaniowy, bez sprawdzenia dowodów w sposób obiektywny. (całe oświadczenie:)
Jak widać, racjonaliści nie poprzestają na krytyce prokuratury, lecz idą znacznie dalej: podają w wątpliwość ustalenia kościelnej komisji. Okazuje się, że ustalenia, które dla prokuratora, ważnego przedstawiciela urzędu państwowego, były całkowicie wystarczające, obiektywne i godne zaufania, dla racjonalistów są nic nie warte. Ale w gruncie rzeczy, czy można się dziwić, że osoby, które nie wierzą w Boga i nie wierzą w cuda, nie ufają również kapłanom Kościoła powszechnego i na dodatek lekceważąco nazywają ten Kościół "związkiem wyznaniowym"?
Na szczęście prokurator z Sokółki, zawierzając komisji Mistycznego Ciała Chrystusa dał przykład właściwej postawy urzędnika państwowego w ojczyźnie Jana Pawła II. Myślę, że warto tę postawę upowszechnić wśród pracowników organów ścigania, a może nawet nadać jej charakter systemowy - od Bałtyku po Tatry prokuratury mogłyby podejmować współpracę z komisjami kościelnymi we wszelkich sprawach dotyczących Kościoła i przyjmować wyniki prac tych komisji bez wszczynania niepotrzebnych postępowań, ku zadowoleniu obu stron. Zaoszczędzony w ten sposób czas prokuratorzy z pewnością chętnie przeznaczyliby na częstsze praktyki religijne, umacniając się w wierze i wierności Kościołowi - bo są to podstawowe i absolutnie niezbędne cechy funkcjonariusza publicznego w naszym kraju.
Ateista
Wtorek [ 9.09.2008, 10:35]
Jest pewien muzyczny interwał zwany trytonem, który brzmi tak dysonansowo, że w średniowieczu został zakazany przez Kościół jako wymysł diabła (diabolus in musica). Mylą się jednak ci, którzy myślą, że ten rozdział dziejów chrześcijańskiej myśli estetyczno-teologiczno-moralnej jest już zamknięty. Przeciwnie, XXI wiek przynosi ożywienie tych tradycji, a walka ze złem, podstępnie kryjącym się w dźwiękach i rytmach podejmowana jest na nowo, tym razem w polskich szkołach publicznych.
Jeden z podręczników do religii, zatwierdzony przez władze kościelne (władze oświatowe, jak wiadomo, nie mają tu nic do powiedzenia) głosi co następuje: Istnieją medyczne dowody na potwierdzenie faktu, że rytm rocka jest sprzeczny z naturalnym rytmem ciała. Drgania gitary basowej o niskiej częstotliwości oraz napędzające rytm bębny mają bezpośredni wpływ na gruczoł przysadki mózgowej, produkującej hormon, sterujący popędem płciowym. (...) Kiedy na koncertach rockowych lub dyskotekach dochodzi do tego jeszcze manipulacja efektami świetlnymi - słynne świetlne błyski - następuje zerwanie wszystkich więzi moralnych, człowiek traci zdolność oceny i mimo woli narażony jest na wszelkie wpływy.
Przyznam się, że do tej pory dość naiwnie - i jak się okazuje, niesłusznie - uznawałem szkolną katechezę za poligon obskuranckiej indoktrynacji, gdzie ufnym uczniom wpaja się jako najczystszą prawdę opowieści o Bogu, który nie lubi prezerwatyw, brzydzi się homoseksualizmem, uwielbia komplementy i nie toleruje krytyki. A tu, proszę - naukowe dowody, akustyka, medycyna, gruczoły, hormony, wyrafinowana psychologia... Wprawdzie nie do końca jest jasne, czy basówka i bębny osłabiają, czy wzmagają popęd płciowy, ale uczniowi powinna wystarczyć wiedza, że nań wpływają, a skutki tego wpływu, zwłaszcza w połączeniu z migającymi światłami, są katastrofalne dla moralności.
"Gazeta Wyborcza" pisząc o tym podręczniku cytuje matkę jednego z gimnazjalistów: Syn powiedział, że jeśli ma się uczyć z tej książki, to prosi, bym go wypisała z religii. Mąż stanął po jego stronie. Jak można uczyć takich bredni? Przypomina mi się rada, jakiej udzielił ateistom jeden z komentatorów moich notek: Chcecie ateizmu? To popierajcie religię w szkołach. To najlepsza kuźnia ateizmu. Ale ateizmu nie trzeba wykuwać, bo wszyscy rodzimy się niewierzącymi. Dlatego zamiast katechezy proponuję inną metodę, sprawdzoną w praktyce, znacznie prostszą i bezbolesną. Muzyk i kompozytor Frank Zappa, inicjator licznych drgań basu i perkusji, ojciec czworga dzieci, streścił ją w jednym zdaniu: Moja najlepsza rada dla każdego, kto chce wychować szczęśliwe, zdrowe na umyśle dziecko: trzymajcie je jak najdalej od kościoła.
---
Więcej o szkolnej katechezie na moim drugim blogu:
http://boklazec.salon24.pl/90760,index.html
Sobota [10.11.2007, 13:47]
Wciąż aktywnie popularyzuje ateizm pan Szymon Hołownia, katolicki publicysta. Na moim głównym blogu pisałem o jego miłym geście, jakim było zaproszenie ateistów do religijnego programu telewizyjnego. Teraz wspomina o nas w swoim felietonie w "Newsweeku": "Ateiści jęczą w Internecie, że są poniżani przez wierzących". Wprawdzie nie jest to panegiryk na naszą cześć, ale nie wymagajmy zbyt wiele. Internet bo bujna dżungla, wypełniona kakofonią wszelkich możliwych odgłosów i jeśli przez ten hałas przebijają się nasze jęki, to coś znaczy - zwłaszcza, że autor felietonu wymienia ateistów obok zaledwie dwóch środowisk nadmiernie skłonnych do fochów i dąsów (a przy tym mocno eksponowanych w mediach): polityków i "głęboko zranionych gwiazd". Można odnieść wrażenie, że nasza ranga społeczna wyraźnie rośnie.
Ateista
Poniedziałek [22.10.2007, 15:57]
Państwo Platformy na pewno nie będzie tak szalone, jak państwo PiS, ale to nie znaczy, że będzie państwem normalnym. Owszem, gospodarka, finanse, podatki - to dozwolone tematy do dyskusji i zmian. Zostaną też oddalone zagrożenia, jakie wynikały z upartyjnienia państwa i chęci kontrolowania przez władzę instytucji formalnie niezależnych - sądów, Trybunału Konstytucyjnego, KRRiT.
Jednak nic nie wskazuje na to, by w najbliższej przyszłości Polska mogła się wyrwać z żelaznego uścisku jedynie słusznej wiary, odetchnąć od duszących kadzidlanych dymów, wyjść z kręgu cudów Jana Pawła II, aktów strzelistych i Matek Boskich objawiających się na szybach i drzewach. Może Sejm nie będzie modlił się o deszcz, choć nie jestem pewien.
Ale nie mam wątpliwości, że uczniowie polskich szkół nadal będą indoktrynowani religijnie, kobiety nie uzyskają prawa do aborcji, homoseksualiści wciąż będą traktowani jak obywatele drugiej kategorii, a toruńskie imperium religijno-medialne będzie rosło w siłę i żyło dostatniej. A jeśli komuś to się nie podoba - będzie mógł wyemigrować (tak jak za panowania PiS) do krajów zachodniej Europy, które tego rodzaju problemy już dawno rozwiązały.
Wierzę, że Polska kiedyś dołączy tych krajów, choć nie widzę w tej chwili na naszej scenie politycznej takiej partii, która byłaby proeuropejska nie tylko w kwestiach gospodarki rynkowej, ale również w sferze praw i wolności obywateli, a ponadto traktowała poważnie ideę świeckości państwa. Wyniki wczorajszych wyborów na razie uchroniły nas przed marszem ku Iranowi z przystankiem na Białorusi, ale jeśli marzy nam się szybka droga na Zachód, to jeszcze przez jakiś czas najprostszym rozwiązaniem będzie kupno biletu na samolot.
Ateista
Sobota [20.10.2007, 19:10]
Każdy ma prawo wypowiadania opinii, również krytycznych, na temat decyzji Komitetu Noblowskiego. Nie ma więc niczego osobliwego w tym, że jeden z watykańskich hierarchów taką właśnie opinię wyraził; intrygująca była natomiast jej forma. Otóż kardynał Renato Martino posłużył się szaradą: "Pozwólcie mi wyrazić uzasadnione wątpliwości co do tego, jak i komu przyznaje się pokojowe Nagrody Nobla. W minionych latach nagrodzono osoby jak najbardziej tego godne". I to wszystko. Naciskany przez dziennikarzy nie wymienił żadnego nazwiska, odmówił też rozwinięcia swojej myśli, skazując wiernych i niewiernych na udrękę domysłów. Na szczęście wytrawni egzegeci watykańskich enuncjacji przedstawili już pierwszą roboczą wersję rozwiązania tej zagadki: za osobę niegodną nagrody kardynał uznał Ala Gore'a, bo tegoroczny laureat popierał prawo do aborcji i do eutanazji, gdy był wiceprezydentem USA. To cenne i ważne odkrycie, bo do tej pory wielu z nas żyło w przeświadczeniu, że pokojową Nagrodę Nobla przyznaje się nie za wierność doktrynie Kościoła katolickiego, lecz za zasługi w zupełnie innej dziedzinie. Ale dzięki niestrudzonym watykanistom, którzy rozszyfrowali pytyjską frazę kardynała, zostaliśmy wyprowadzeni z jakże poważnego błędu.
Ateista
Piątek [19.10.2007, 22:58]
Indywidualista i nonkonformista. Cierpliwy i wytrwały, konsekwentnie dąży ku celom, które sobie wyznaczył. Inteligentny. Wolny człowiek, który żyje po swojemu, nie ulegając presji społecznych konwencji i nie zważając na złośliwe komentarze ludzi mu nieprzychylnych. Dom, rodzina, majątek, samochód, konto w banku - to nie jest jego świat. Niczym naukowiec lub artysta, poświęca swoje życie ideom i wyższym wartościom. Trochę z głową w chmurach, nie dba przesadnie o wygląd zewnętrzny i nie zaprząta sobie umysłu tak przyziemnymi sprawami, jak ruch cen jabłek i kurczaków (mnie też to nie interesuje i czuję w tym miejscu powinowactwo duchowe z premierem). Nie pije alkoholu (tak jak ja). Docenia Gombrowicza (ja również). Lubi zwierzęta (ja też).
--
Wyjaśnienie -
Powyższy tekst jest szczery, nie ma w nim cienia ironii. Dla higieny psychicznej i nabrania dystansu do codziennych sporów politycznych postanowiłem znaleźć jakąś nić wspólnoty z osobą, z którą nie zgadzam się niemal we wszystkim.
Ateista
Piątek [19.10.2007, 17:25]
Co dobrego daje ateizm? Ponieważ często słyszę takie pytanie, odpowiedź zamieściłem na mojej stronie Komentujący tę stronę chrześcijanie zdziwieni są zwłaszcza moją uwagą, że ateizm stwarza warunki dla rozwoju głębokiej duchowości. A ja się dziwię, że oni się dziwią.
Według Słownika Języka Polskiego PWN, "duchowość" to rzeczownik utworzony od przymiotnika "duchowy". Ten przymiotnik ma dwa znaczenia: pierwsze odnosi się do wszystkiego, co związane z umysłem, myślą, uczuciami, z moralnością, a także z życiem intelektualnym i kulturalnym; drugie znaczenie obejmuje to, co ma związek z duchem lub duszą w znaczeniu religijnym.
Gdy mówię o głębokiej duchowości, którą mogą rozwinąć w sobie ateiści, mam na myśli pierwsze znaczenie. Ateizm idzie w parze z rozwojem intelektualnym (okazuje się np. że w religijnym społeczeństwie amerykańskim zdecydowana większość członków Narodowej Akademii Nauk to ateiści - (), jest bardziej otwarty na zróżnicowanie kulturowe niż religia oraz bardziej niż ona chroni przed demoralizacją (np. w Stanach Zjednoczonych odsetek ateistów wśród skazanych za ciężkie przestępstwa jest mniejszy niż odsetek ateistów w całym amerykańskim społeczeństwie; ponadto badania w wielu krajach wykazały, że w społeczeństwach o większym odsetku ateistów notuje się mniej ciężkich przestępstw).
W moim odczuciu duchowość religijna nie jest głęboka, bo trudno za głęboką uznać wiarę w baśnie i mity, rodzącą dogmatyzm, hamującą samodzielne myślenie, osłabiającą wrażliwość na drugiego człowieka, skłaniającą do stosowania przymusu i represji wobec innych ludzi.
A jeśli się mylę, to chętnie poznałbym pozytywne skutki działania religii w społeczeństwie. Ciekaw jestem argumentów na rzecz tezy, że ogólny bilans religii, mimo jej błędów i wypaczeń, jest dodatni.
Ateista
Wtorek [ 3.07.2007, 12:20]
Jedną z licznych tajemnic antyaborcyjnej doktryny katolików jest problem duszy. Według Kościoła katolickiego, to właśnie fakt istnienia duszy decyduje o tym, że każdy człowiek posiada swoją niepowtarzalną, osobową tożsamość. Okazuje się, że nie tylko człowiek - Kościół naucza, że pojęcie osoby przysługuje również embrionowi ludzkiemu, albowiem Bóg stwarza duszę w chwili zapłodnienia i w tejże samej chwili instaluje ją w zygocie (zostawmy na razie pytanie, skąd Kościół o tym wie). Kościół nie ma też żadnych wątpliwości, że dusza jest niepodzielna.
Ale w takim razie można zapytać: co z bliźniakami jednojajowymi? W ciągu dwóch tygodni od chwili zapłodnienia embrion może się podzielić na dwa lub więcej identycznych embrionów. Ale dusza podzielić się nie może. Czy w takim razie jeden z bliźniaków nie ma duszy? Czy nie jest osobą? Jeśli tak, to otwiera się możliwości aborcji bezdusznego bliźniaka, pozbawionego osobowej tożsamości, będącej warunkiem człowieczeństwa. Pozostaje tylko czekać na ustalenia Magisterium Kościoła w sprawie niezawodnej metody wykrywania braku duchowej istoty u bliźniaczych embrionów.
Problem jest palący, bo dotyczy nie tylko aborcji - przecież wśród nas żyje wiele par bliźniaków. W każdej z tych par jeden nie ma duszy, a więc nie jest człowiekiem. Myślę, że mamy prawo wiedzieć, który.
Ateista
Piątek [29.06.2007, 0:35]
Świadectwo Roberta Kubicy byłoby mile widziane, gdyby zechciał dołączyć je do dokumentacji procesu beatyfikacji Jana Pawła II - pisze portal Gazeta.pl tonem rzeczowym i obiektywizującym, jakby chodziło o testowanie nowego bolidu F1 lub relację z badań lekarskich polskiego kierowcy.
Oczywiście wszyscy żyjemy nadzieją, że Robert Kubica, który cudem uniknął śmierci dzięki napisowi "Jan Paweł II" wymalowanemu na kasku, zdecyduje się na przesłanie swojego świadectwa.
A przy okazji warto zastanowić się nad znacznym obniżeniem kosztów, związanych z bezpieczeństwem kierowców Formuły 1. Przecież nie trzeba wydawać ogromnych pieniędzy - wystarczy wprowadzić obowiązek zakładania kasków z papieskim imieniem.
Ateista
Czwartek [28.06.2007, 2:14]
Mnożą się ostatnio procesy o naruszenie uczuć religijnych. Katolicy często podkreślają, że przepis prawny, który stanowi podstawę tych procesów, jest niezbędny, żeby chronić wartości, które są dla nich cenne.
Rzeczywiście, religia nie miała żadnych problemów, aby uzyskać dla siebie nadzwyczajną ochronę w kodeksie karnym, ochronę, jakiej nie ma nikt inny. A to dlatego, że ma ona ogromną siłę polityczną. Religia zapisuje swoje wartości w ustawach i kodeksach, pełną garścią czerpie z budżetu państwa dla wzmocnienia swej pozycji finansowej, niepodzielnie panuje w szkołach publicznych, chętnie podaje do sądu za "obrazę".
Można jednak zapytać: dlaczego wartości reprezentowane przez religię wymagają tak daleko idącej ochrony? Dlaczego te wartości nie bronią się same? Ktoś, komu potrzebne są takie mechanizmy obronne, najwyraźniej się boi.
Gdyby Kościół i jego wierni nie nosili w sobie obawy, gdyby mieli pewność, szczerość i odwagę w sercach, nie czuliby potrzeby, aby krytyków zastraszać, uciszać, usuwać z pola widzenia, besztać i przywoływać do porządku. Ale są niepewni - i ta niepewność jest oznaką ich moralnej słabości.
Richard Dawkins, autor "Boga urojonego", tak tłumaczy ten lęk:
"Ludzie wierzący w Boga czują się zagrożeni samym faktem istnienia kogoś, kto w niego nie wierzy. Jeżeli całe życie wierzyłeś w Boga, to nie poświęcałeś tej kwestii zbyt wielu myśli. Nagle dostajesz sygnał, że skoro są ludzie niewierzący, to może zagadnienie istnienia Boga nie jest aż tak oczywiste. Może to problem, który należy rozważyć. To nie jest specjalnie wygodne, dlatego wzbudza agresję".
A miłość bliźniego, miłowanie nieprzyjaciół, nadstawianie policzka - to wszystko, o czym mówił Jezus? Co z apelem "nie sądźcie, byście nie byli sądzeni"? Wydaje się, że te zasady pozostają tylko na papierze - chrześcijanie domagają się od innych wielkiego szacunku dla swoich wartości, ale sami nie traktują tych wartości poważnie. W tej sytuacji szacunek można tylko wymusić - i religia to robi, umacniając swoje panowanie, lecząc swój strach i depcząc swoją własną moralność.
Ateista
Dopiero teraz, po latach, zaczynam rozumieć, że to cudowne zniknięcie było ważnym znakiem, błyskiem transcendencji, powiewem absolutu. Bo przecież z cudownie opróżnioną kieszenią byłem mniej narażony na podstępne pokusy materializmu i konsumpcjonizmu, a więc mogłem skuteczniej zadbać o własny rozwój duchowy. Nie doceniłem wówczas tego nadprzyrodzonego zjawiska i zamiast w dziękczynnej intencji udać się do najbliższej świątyni uznałem je - jakże niesłusznie! - za temat, który powinien zainteresować organy ścigania.
Dzisiaj jednak inaczej patrzę na to wydarzenie, po tym, gdy przed kilkoma dniami prokuratura z godnością odrzuciła skrajnie materialistyczny wniosek Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów o wszczęcie śledztwa w sprawie przemiany hostii w ciało, do jakiej doszło w skromnej parafii w Sokółce.
Prokuratura pokazała tym samym, że rozumie cudowny status sokólskiego przemienienia, jest otwarta na duchowy wymiar rzeczywistości i nie zamierza podejmować czynności śledczych wobec zjawisk o charakterze boskim, szanując wartości chrześcijańskie oraz uczucia osób wierzących. Niestety, takiego szacunku zabrakło racjonalistom, którzy butnie podważają decyzję prokuratury, kontynuują swoje jałowe dociekania i wysyłają awanturnicze oświadczenia do gazet. Piszą tak:
Naszym zdaniem, sam kawałek ludzkiego ciała znaleziony w miejscu publicznym jest dowodem popełnienia przestępstwa. Prokuratura publicznie przyznaje się, że nie zbadała tego dowodu, korzystała jedynie z dokumentacji udostępnionej przez komisję kościelną. W prawie nie znaleźliśmy uzasadnienia, które uprawniałoby Prokuraturę do przyjmowania wyjaśnień komisji stworzonej przez związek wyznaniowy, bez sprawdzenia dowodów w sposób obiektywny. (całe oświadczenie:http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,262087...)
Jak widać, racjonaliści nie poprzestają na krytyce prokuratury, lecz idą znacznie dalej: podają w wątpliwość ustalenia kościelnej komisji. Okazuje się, że ustalenia, które dla prokuratora, ważnego przedstawiciela urzędu państwowego, były całkowicie wystarczające, obiektywne i godne zaufania, dla racjonalistów są nic nie warte. Ale w gruncie rzeczy, czy można się dziwić, że osoby, które nie wierzą w Boga i nie wierzą w cuda, nie ufają również kapłanom Kościoła powszechnego i na dodatek lekceważąco nazywają ten Kościół "związkiem wyznaniowym"?
Na szczęście prokurator z Sokółki, zawierzając komisji Mistycznego Ciała Chrystusa dał przykład właściwej postawy urzędnika państwowego w ojczyźnie Jana Pawła II. Myślę, że warto tę postawę upowszechnić wśród pracowników organów ścigania, a może nawet nadać jej charakter systemowy - od Bałtyku po Tatry prokuratury mogłyby podejmować współpracę z komisjami kościelnymi we wszelkich sprawach dotyczących Kościoła i przyjmować wyniki prac tych komisji bez wszczynania niepotrzebnych postępowań, ku zadowoleniu obu stron. Zaoszczędzony w ten sposób czas prokuratorzy z pewnością chętnie przeznaczyliby na częstsze praktyki religijne, umacniając się w wierze i wierności Kościołowi - bo są to podstawowe i absolutnie niezbędne cechy funkcjonariusza publicznego w naszym kraju.
Ateista
http://ateista.blog.pl